Pocztówki z Azji – Hongkong. Widok z wyspy Lantau.

Hongkong kojarzy się z ciasnym widokiem nadbrzeża z którego w niebo wystrzeliwują wieżowce. Z tłumem ludzi każdej narodowości na zakupach. Z mistrzowskim rozplanowaniem przestrzeni – tak, jak w budynku Chunking Mansion, gdzie mieścił się mój hostel. Cały budynek to siedemnaście pięter, cztery klatki schodowe i po dwie windy na klatkę. Jedna zatrzymuje się na piętrach parzystych, druga na nieparzystych. A na każdym piętrze jest jakiś hostel. W pokoju mieści się łóżko i szafka nocna, w łazience prysznic wisi nad ubikacją. Ze mną mieszkał pan karaluszek, który znalazł sobie bezpieczną norkę w załamaniu plecaka.

Ale całe terytorium Hongkongu – łącznie z okolicznymi wyspami – ma aż siedemdziesiąt procent terenów zielonych. Pagórki, góry, zatoki, rezerwaty, lasy, klify,  piękne plaże. W ciągu tygodnia, kiedy cały Hongkong pracuje, taką plażę z białym piaskiem i niemożliwie niebieską wodą można mieć tylko dla siebie.

Ja całe dnie spędzałam poza tłocznym Hongkongiem wjeżdżając kolejką linową na szczyty gór, oglądając wielki pomnik Buddy, patrząc na wyspy na horyzoncie, zanurzając stopy i ręce w ciepłym piasku, odwiedzając rybackie wioski, gdzie na sznurach wiszą solone ryby i otoczone murami wioski mniejszości narodowych, w których panie przechadzają się w wielkich słomianych kapeluszach.

smak życia na południu Francji

Ostryga jadalna (Ostrea edulis) – gatunek osiadłego małża nitkoskrzelnego z rodziny ostrygowatych (Ostreidae), opisany przezKarola Linneusza w 1758 roku w Systema Naturae, najcenniejszy mięczak jadalny, obecny w diecie człowieka co najmniej odstarożytności. Stanowi wartościowy i zdrowy pokarm.

Ostryga jadalna była hodowana w starożytności przez Rzymian w specjalnie do tego celu budowanych stawach ze słoną wodą. Do XIX wieku ostryga jadalna była poławiana na dużą skalę, co doprowadziło do przełowienia i zniszczenia populacji naturalnie występujących wokół Europy. W drugiej połowie XIX wieku w południowo-zachodniej Francji, a następnie w basenie Morza Śródziemnego (początek XX w.) upowszechniły się metody hodowli tego gatunku.

Tradycyjnie ostrygi są spożywane na surowo, podawane w połówkach muszli. Można je gotować, piec, smażyć, zapiekać, marynować, a nawet grillować.

[cytat za wikipedią]

London, babe

Moje ukochane miasto na wiosnę:

 

 

Robert Robb Maciąg “Tysiąc szklanek herbaty”

 Chciałabym rozdzielić dwie rzeczy. Jedna rzecz to podróż, a druga – pisanie o niej.

Jeśli chodzi o podróż Roberta Maciąga to jest to podróż niesamowita. Inspirująca. Uwalniająca. Oczywiście budząca zazdrość. Zmieniająca mnie w osobę przyklejoną nosem do komputera, która na google maps śledzi kolejne przystanki – małe punkty na mapie, czasem niewidoczne nawet na najbliższych zbliżeniach. A na mapie (prawdziwej), która wisi nad biurkiem przybywa chorągiewek – bo chce i do Iranu i do Tadżykistanu i do Kaszgaru, który w  mojej ostatniej podróży przeszedł mi koło nosa budząc tęsknotę za wielkimi bazarami pełnymi prostych, niezmiennych od tysięcy lat gestów. Kiedy czytam nazwy mijanych miast na chwilę wszystko we mnie zamiera – staje serce, wstrzymuje się oddech – jakbym oczekiwała na mały cud zetknięcia z dawnym czasem: Damaszek, Samarkanda, Buchara. Z dolnej szuflady w szafie wyciągam plecak, sprawdzam kieszenie, bezwiednie głaszczę wytarty materiał. Coraz częściej zakładam luźne spodnie kupione  w Tajlandii – tak wygodne w podróży – i zamęczam F. pytaniami o to kiedy wreszcie pojedziemy.

Podróż rowerami po jedwabnym szlaku jest absolutnie fantastyczna. Chapeau bas.

Ale już jej opisanie to zupełnie inna sprawa. więcej →

co się działo w weekend?

London, baby!

 

pocztówki z Azji

Żeby nie było ciszy, kiedy jestem zbiegana i zajęta Warszawą to będę pokazywać pocztówki z Azji – połączenie opisu i zdjęcia z wystawy, która wisiała w Domu Kultury Śródmieście. Na pierwszy ogień: ślub w Japonii.

 

 

Tokio kojarzy się z tłumem. Tu jest jedna z największych stacji metra na świecie, przez którą dziennie przewija się ponad 3,6 mili

ludzi. Tu jest jedno z najbardziej zatłoczonych skrzyżowań, na którym – gdy rozbłyśnie zielone światło – ludzie dosłownie zalewają ulice ze wszystkich stron. Tokijskie metro słynie ze specjalnie na jego potrzeby stworzonego stanowiska pracy: „upychacz ludzi w wagonach”. onówDlatego szerokie aleje i wysokie drzewa parku Yoyogi zrobiły na mnie wrażenie. To bardziej las niż park. Cicho i pusto. W samym centrum stoi shintoistyczna świątynia Meiji, zbudowana na cześć cesarza.
Na dziedzińcu świątyni robi się bardziej tłoczno, tym bardziej, że to dzień ślubów. Widzę trzy procesje ustawione za kapłanami w czarnych kapeluszach i świątynnymi pannami-pomocnicami w czerwonych spódnicach. Młoda para idzie osłonięta od słońca papierowym parasolem. Ona na biało, on na czarno. Trójkątny kaptur panny młodej skrywa przed przyszłą teściową żółte kwiaty – rogi zazdrości i egoizmu.
Toyota-san – 76-letni Japończyk, u którego zatrzymałam się w Tokio – patrzy na bladą twarz wąskie usta, duże policzki, mały nosek, zaspane oczy i cicho szepcze: piękna, jaka piękna.

reaktywacja: love hotele

Dawno, dawno temu, kiedy dopiero zaczynałam azjatycki wyjazd, zrobiłam małą ankietę: o czym chcielibyście przeczytać z Japonii. Wygrały japońskie łaźnie. A ja obiecałam, że kiedyś napiszę jeszcze o love hotelach.

Love hotele, które po japońsku wymawia się rabu hoteru (Japończycy naprawdę mylą “r” z “l” – na samym końcu napiszę wam, co z tego wynika) powstały, bo w niewielkich japońskich mieszkaniach żyją całe rodziny. Standardowy rozkład to 2LDK (dwie sypialnie, salon i kuchnio-jadalnia). Tak zresztą wyglądało mieszkanie pana Toyoty, w którym zatrzymaliśmy się w Tokio. Ale on mieszkał tam sam. A zdarza się, że na takiej przestrzeni mieszka babcia i dziadek, mama i tata, starszy brat i młodsza siostra i, nie daj Boże, jeszcze jedna babcia. O prywatności nie może być mowy, tym bardziej, że ściany są naprawdę bardzo cienkie. więcej →

remont

Cisza, bo trwa remont. Brak mieszkania, brak internetu. Wychodzę tylko na kawę, żeby wysłać maile, ale wtedy brak czasu i brak inwencji do pisania. Pogoda taka, że tylko zakopać się pod kołdrą i spać, spać, spać. W Azji słońce.

 

Jak już będę mieć stałe łącze i trochę więcej słońca to napiszę.  O Japonii, bo do niej najczęsciej teraz wracam.

wystawa

Serdecznie zapraszam Was wszystkich na wystawę zdjęć z Azji.

 

Policzyłam, że byłam tam 175 dni.

 

Zdjęć zrobiłam ponad 10 tysięcy, ale na wystawie pokazuję 33.

 

Zdjęcia i ich historie można oglądać w Domu Kultury Śródmieście w Klubie na Hożej (Hoża 41, lokal numer 2) w dni powszednie przynajmniej do 19.

 

A 3 marca o 18:00 zapraszam na finisaż. Będę opowiadać o Azji, podróżowaniu, co mi to daje i, ja się do tego szykuję. Ale przede wszystkim będę odpowiadać na pytania.

 

Zapraszam.

 

Izrael zimą

W grudniu w Jerozolimie jest koło 12 stopni. Choć czasem temperatura spada do 6. Pada deszcz. I śnieg. Ale Jerozolima przykryta śniegiem to widok, który ciągle na mnie czeka.

Nad Morzem Martwym jest cieplej – tak z 19 stopni.

Grudniowy pobyt w Izraelu – krótki, zaledwie kilkudniowy – pomógł mi sobie poradzić z powrotem do warszawskiej rzeczywistości. Po pół roku w Azji przywitałam się z przyjaciółmi i znowu wyjechałam.

Dziś zdjęcia ze świąt. Nasza Gwiazdka wypadała w 2011 roku w tym samym czasie, co Hanuka. A ja zdałam sobie sprawę, że trzy razy byłam w Izraelu i trzy razy trafiłam na Hanukę – radosne święto, nastrojowe świece na starym mieście, pączkowe obżarstwo, tańce i śpiewy.

Ostatnie zdjęcie to drogowskaz nad Morzem Martwym.

Zastanawiam się, gdzie pojadę następnym razem.