sezon na muszelki

Teoretycznie styczeń to jeden z najlepszych momentów, na odwiedzenie Tajlandii. Jest ciepło ale nie gorąco. Ani za sucho, ani za wilgotno. Słońce świeci, deszcz nie pada. Morze jest spokojne i ma kolor z folderu reklamowego. Szczyt sezonu.

Dlatego, kiedy zakładałam na siebie kolejne warstwy ubrań, przeklinając, że nie wzięłam polara, i kiedy na drewnianym tarasie przy chatkach, w których mieszkam, montowano specjalne osłony od wiatru – wszyscy cały czas powtarzali: dzieje się coś dziwnego, przecież to szczyt sezonu. A tu leje i wieje. I jest zimno. I morze tak wzburzone, brunatne, falujące, że pływać się nie nawet, jakby bardzo się chciało.

Więc choć w sezonie to jednak poza sezonem. Tym bardziej, że wielu turystów – słuchając wiadomości z Bangkoku i patrząc prognozę pogody – odwołało przyjazd. Jest cicho i pusto. Tak, jak lubię najbardziej. Rano całą plażę (jeśli akurat nie zalewa jej przypływ) mam dla siebie. Biegam i podziwiam to, co morze wyrzuciło na brzeg. Buteleczki, kokosy, buty, kawałki styropianu – wszystko obrośnięte muszelkami. Rzeczy nabierają nowej formy. To ewidentnie jest sezon na muszelki.

Więcej zdjęć zobaczycie tutaj.

cisza w eterze

Nic nie piszę, bo nic się nie dzieje.  Codziennie ta sama plaża, ta sama knajpa rano, ta sama muzyka wieczorem. Rytm. Tego potrzebuję. Siedzę i pracuję. I nawet tu złapała mnie jakaś forma zimy. Deszcze, wiatr, fale tak wysokie, że pływać się nie da. Wszyscy na około powyciągali najcieplejsze rzeczy a ja nawet nie wzięłam dżinsów i polara. Przydałyby się jeszcze wczoraj. A już dziś wyszło słońce i znowu wszystko jest łatwiejsze.

Jerozolima w śniegu

Zanim zobaczyłam Jerozolimę w śniegu musiałam się wydostać z zaśnieżonego Ammanu. Dzień wcześniej ogłoszono “public holiday” bo padało a temperatura zeszła niebezpiecznie blisko zera.  Internet obiegły zdjęcia ludzi brodzących po zalanym centrum. Zamknięto biura, szkoły i urzędy. Na piątek zapowiadano śnieg.

Kasjer w biurze autokarowym przytaknął: “tak, autobus do granicy na pewno odjedzie. Śnieg czy deszcz, odjedzie”. I sprzedał mi bilet na siódmą rano w piątek trzynastego. Uznałam to za dobrą wróżbę pomimo tego, że piątek w Jordanii jest dniem wolnym od pracy co w połączeniu ze śniegiem mogło spowodować totalny paraliż miasta. Co miałam zrobić – musiałam zaufać kasjerowi.

O w pół do siódmej rano w Ammanie jest więcej →

Matrioszka Rosja i Jastrząb

Co ma do powiedzenia o Rosji korespondent Polskiego Radia z Moskwy? Czy Rosja to naprawdę matrioszka, którą kryje w sobie kolejną i kolejną i jeszcze kolejną matrioszkę? Czy da się Rosję poznać? I czy da się ją opisać na niespełna 280 stronach?

Moją opinię o książce przeczytacie tutaj.

Cmentarz Okunoin

Okunoin to największy buddyjski cmentarz w Japonii. Leży na wzgórzach wokół miejscowości Koya (nazywanej również Koyasan) – ukrytej w dolinie otoczonej ośmioma szczytami. Według wyznawców buddyzmu Shingon (buddyzmu ezoterycznego) to ziemskie odzwierciedlenie boskiego kwiatu lotosu.

Nie ma tu żadnych murów, wejście zaznacza brama torii. Kamienna ścieżka prowadzi przez las czerwonych pni porośniętych szaro-rdzawymi porostami. Niektóre kryptomerie mają nawet tysiąc lat. W lesie drzew stoi las nagrobków. Najwięcej tu kamiennych stup gorinto – pięć kształtów ułożonych jeden na drugim, które symbolizują więcej →

Zdjęcia z plantacji kawy

Jestem uzależniona od kawy. Dlatego w Gwatemali wiedziałam, że choćby się waliło i paliło (albo bez przerwy lało) muszę zobaczyć plantację kawy.

Opis tego, co widziałam już niedługo. A na razie – zdjęcia.

Made in Japan

Książka o Japonii po Fukushimie. Jak to możliwe, że do tej pory Japończycy nie poradzili sobie z zabezpieczeniem elektrowni? Czy to kwestia japońskiej mentalności? A jeśli tak – to czy japońską mentalność da się zmienić prawnymi dekretami?

Moją wybitnie subiektywną opinię na temat książki znajdziecie tutaj.

 

Gdzie nurkować w Belize? Czego spodziewać się po słynnym Blue Hole? Jak się pływa z rekinami? A jak z płaszczkami? I co można zobaczyć pod wodą w okolicach popularnej Caye Caulker?

 

O tym wszystkim przeczytacie w subiektywnym przewodniku po belizeńskich nurkach.

Wystawa

Przez najbliższy tydzień pogoda ma być ładna – zachęcam więc do spaceru ulicą Wiejską w Warszawie. Do końca września możecie zobaczyć tam moją wystawę w Galerii Przechodniej – pokazuję siedem zdjęć z Japonii i tłumaczę, co mnie tak w tym państwie fascynuje.

A po obejrzeniu zdjęć możecie pójść do domków fińskich i zobaczyć niezwykły ogród w centrum miasta. I dalej –  na Zielony Jazdów, gdzie zawsze coś się dzieje.

Porwanie Paolo Dall’Oglio w Syrii

Mówią, że porwali go kiedy poszedł na spacer. Może czyjeś ręce złapały go mocno za ramię, pociągnęły w wąską uliczkę. Zarzucili mu kaptur na głowę i wrzucili na pakę ciężarówki? Czy ogłuszyli i przywiązali w piwnicy do krzesła? Jeśli nie stracił przytomności pewnie mówił do nich – najpierw zaskoczony, może zdenerwowany, ale szybko zaczynający pertraktacje. Grzmiał swoim głębokim głosem wyrzucając z siebie arabskie słowa? Czy mówił cicho i grzecznie – próbując uspokoić porywaczy?

– „Porwali go kiedy poszedł na spacer”. Kto do cholery chodzi na spacer po mieście, w którym toczy się wojna? Kto w kraju, gdzie od kul, bomb, noży i bagnetów zginęło już sto tysięcy osób wybiera się na spacer? Nie byłam na wojnie, nie wiem, ale wydaje mi się, że przecież nie da się spacerować pod ostrzałem. A jeśli nie ma ostrzału to i tak nie wychodzi się na spacer – zdobyć chleb, kupić wodę, sprawdzić, co dzieje się u sąsiada – tak. Ale na spacer? Tylko, że im więcej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że Paolo Dall’Oglio był jedną z nielicznych osób, które naprawdę mogły powiedzieć „pójdę się przejść”. Potrzebował przestrzeni, żeby ułożyć myśli. Potrzebował być z ludźmi, żeby widzieć i rozumieć. Żeby wypełniać swoje powołanie.

Choć mówią też, że porwali go w trakcie rozmów między islamistami i Kurdami. Ojciec Paolo Dall’Oglio przyjechał do Ar-Rakka – miasta na północy Syrii, które jest pod kontrolą rebeliantów – żeby negocjować zwolnienie zakładników. Czemu wierzył, że akurat jemu się uda? Bo ma misję, wiarę i dużo pewności siebie.

Robił to już wcześniej. więcej →