Tysiąc i jedna noc w Doha

Rok 2013 zaczęłam od podróży.

A podróż zaczęłam od królewskiej nocy w Doha.

Zamiast ułożyć się na lotniskowych krzesełkach, albo chociaż przeczekać dziewięć godzin w Doha Airport Lounge, gdzie jedzenie, gdzie prysznice, gdzie drinki, gdzie może nawet i łóżka, zdecydowaliśmy się ruszyć na suk. Wyrobienie wizy było dziecinnie proste. Dłużej zajmował mnie fakt, że wszyscy celnicy są ubrani w nieskazitelnie białe galabije i czerwono-białe kraciaste chusty.

Taksówkarz (wełniana czapka na głowie! W końcu jest tylko 28 stopni) z lekkim rozbawieniem zawiózł nas na uliczkę otoczoną zamkniętymi sklepami. Nazywała się suk. Na szczęście suk Waqif, o który nam chodziło, był po drugiej stronie szosy.

Przez wielki parking zastawiony jeepami, suvami i pojedynczymi sportowymi beemkami weszliśmy na brukowane uliczki otoczone białymi murami dwupoziomowych, prostokątnych budynków. Drzwi sklepów z perłami – kiedyś jedynym bogactwem Kataru – zamknięte na cztery spusty. Pod arkadami taczki ustawione w równych rzędach. Stosy antyków, porcelany, koralików, koszulek, bele materiałów, miski pełne przypraw –  przykryte na noc płachtą. W wypolerowanym chodniku odbijały się światła ażurowych lampek. Nad wszystkim unosił się słodki zapach jabłkowego tytoniu. Północ.

 

Choć sklepy były zamknięte to działały restauracje. Rozstawione na ulicy stoliki ciasno obsiedli mężczyźni w bieli i kobiety w czerni. Kelnerzy zamaszystym ruchem nalewali ze srebrnych czajników miętową herbatę. Z zaplecza co chwilę wybiegał chłopiec z nową porcją żarzących się czerwonych węgli. Z szisz zbierał już te wypalone, zdmuchiwał popiół i dokładał świeże. Słodki zapach stawał się intensywniejszy.

Usiedliśmy w najgłośniejszej knajpce na marokański tadżin (żeby nie było: wcześniej zjedliśmy arabskie kebaby). Jagnięcina z pomidorami, cynamonem i sezamem po kilku godzinach powolnego duszenia rozpływała się w ustach. Zamówiliśmy też sziszę. Cicho bulgotała, lekko dymiła, kręciła w głowie.

Obok nas bawili się szejkinie i szejkowie – Katar to najbogatsze (pod względem PKB) państwo świata . Ciężko uwierzyć, że jeszcze sto lat temu były tu tylko wielbłądy i perły, a Katar był najbiedniejszym emiratem Zatoki Arabskiej.

Pierwsza w nocy. Druga. Trzecia. Na około śmiechy, rozmowy, brzęk sztućców, zapach herbaty, zapach sziszy. Nawet przebiegający po nogach karaluch nie mógł tego zepsuć. Trafiliśmy na taki moment nocy, w którym wszystko jest możliwe. Kiedy powinno się spać, a jeśli się nie śpi, jeśli nie przegapi się ego momentu to na chwilę uda się wejść do krainy snu i baśni. W głowach kręciło się coraz bardziej. Zostawiliśmy sziszę, zostawiliśmy przytulające się pary i rozgadane przyjaciółki. Chodziliśmy pustym sukiem, zaglądaliśmy przez żaluzje do sklepów, oswajaliśmy miejscowego kota.

Na koniec spacer Cornishem. W ciągu dnia nadmorski deptak pewnie zastawiony jest wózkami, których właściciele gorąco zachwalają lody czy orzeszki pistacjowe. Pod rękę chodzą Arabki w czarnych strojach. Obok międzynarodowa grupa – chusty i krawaty. Może pod wieczór jakiś mieszkający tu na stałe obcokrajowiec wyjdzie pobiegać. Ale w nocy cały Cornishe jest dla nas. W oddali majaczą wieżowce. Szpaler palm prowadzi do podświetlonego na biało Muzeum Sztuki Islamskiej. Na morzu unoszą się rybackie łodzie.

Zmęczone ciała, rozbudzone głowy. Nie wiem, jak to będzie wyglądało dalej. Ale zaczęło się baśniowo.

6 Comments

  • Plecak i walizka on Oct 19, 2013 odpowiedz

    Ach, arabskie noce! Ciągle jeszcze przede mną, ale chyba w tym momencie nic mocniej od nich nie rozpala mojej wyobraźni! :)

  • supertanielatanie.pl on Feb 17, 2013 odpowiedz

    Za 2 tygodnie będę w Doha, ale niestety nie zobaczę tego miasta. Będę miał tylko 3 godziny czasu do następnego lotu…

    • admin on Mar 08, 2013 odpowiedz

      3 godziny to rzeczywiście za krótko. Lotnisko jest duże – dojazd z samolotu do terminalu zajmuje koło 20 minut. Sam terminal już niewielki – sklep wolnocłowy, meczety, pokoje ciszy, w których można się zdrzemnąć, kilka restauracji i trochę kafejek.

  • Ewa on Jan 24, 2013 odpowiedz

    Cześć,
    widzę, że przeżyliście całkiem ciekawą noc w Doha. W lutym również będę miała na miejscu noc do wykorzystania. Podróżuję sama i wiem, że np w emiratach mogłabym mieć problem z uzyskaniem wizy. Tak więc mam garść pytań, będę bardzo wdzięczna, gdyby udało Ci się na nie odpowiedzieć :)
    1. Właśnie, jak to jest z tą wizą, czy myślisz, ze mógłby być problem w przypadku samotnej kobiety?
    2. Podobne pytanie, ale w kwestii poruszania się na miejscu – ponownie, samotna kobieta w nocy w arabskim kraju ;)
    3. Jakie tam są ceny – taxi z lotniska do centrum, przysłowiowy kebab czy herbata?

    Z góry bardzo dziękuję :) Bardzo chciałabym chociaż przez kilka godzin poczuć ten klimat, ale na razie jeszcze zastanawiam się czy ruszać się z lotniska (głównie przez powyższe pytania).

    Pozdrawiam!

    • admin on Jan 26, 2013 odpowiedz

      To czeka cię miła przygoda

      1. Nie miałam żadnego problemu z wizą. Wyrabiałam ją podczas odprawy paszportowej – przy okienku byłam sama. Nikt nie pytał czy do Kataru przyjechałam z mężem/chłopakiem/partnerem/bratem/ojcem. Jedyne czego chcieli to karta kredytowa do zapłacenia za wizę.
      2. Jeśli chodzi o poruszanie się na miejscu to nie byłam sama. Ale widziałam dużo kobiet – samych, w parach w grupach. I Arabek i Europejek. Myślę, że w Doha samotna kobieta nie robi żadnego wrażenia. Oczywiście zachowuj zdrowy rozsądek i nie łaź w mroczne zakamarki
      3. Taksówka z lotniska – 35 riali, z powrotem – 25. Kebab (czyli szaszłyk) – 5 riali za jeden patyczek (jak weźmiesz więcej to ci dorzucą pitę za darmo). Herbata – w jednym miejscu 5 za szklankę, w drugim 28 za dzbanek dla dwóch osób. Tadżin – 45 riali. Szisza od 20 do 30.

      Więcej informacji o wizie znajdziesz tutaj: http://smakpodrozy.com/suche-fakty/katarska-wiza

      Baw się dobrze!
      A gdzie po Doha?

      • Ewa on Jan 28, 2013 odpowiedz

        Dzięki za szczegółowe info. Właśnie troszkę po moim komentarzu dotarłam do Twojego posta o wizie, ale najbardziej nie byłam pewna kwestii otrzymania samej wizy. Dobrze, w takim razie jednak zobaczę Doha. Szkoda tylko, że nie mogłam zrobić stopoveru :) Pozdrawiam!!!

Skomentuj