Kolejna książka, która nie jest książką. To dobrze zrobiony przewodnik z ciekawymi uwagami, z bardzo szczegółowym opisem drogi i każdej decyzji autorki (“Przedstawienie odbywa się w wiosce dwa razy dziennie. Postanawiam obejrzeć spektakl popołudniowy”) i dużą ilością zdjęć. Ale to nie jest literatura. Nie ma tu dramaturgii, wartkiej akcji. Puenty nie mają szansy wybrzmieć, bo wszystko jest podporządkowane chronologii. Taki opis podróży zmieszany z wikipedią i opracowaniami naukowymi.

Przy czym jest to opis ciekawy, bo temat jest bardzo ciekawy. Chiny widziane z perspektywy wiosek i mniejszości narodowych. Daleko od świateł Szanghaju, daleko od monumentalności placu Niebiańskiego Spokoju, daleko od wielomilionowych wiecznie zatłoczonych miast, w których nigdy nie widać słońca. Ludzie z codziennymi problemami, wcale nie tak różnymi od naszych (jak znaleźć chłopaka?). Tylko, że zabrakło pociągnięcia tematu, wyjścia poza samą podróż. Widać wielki wysiłek autorki włożony w dokładną dokumentację (co czasem aż irytuje – niekiedy mam wrażenie, że przypisy zajmują większą część strony. Dużo w nich treści – czemu nie skomponować jej z treścią rozdziału? Literatury nie pisze się przypisami). Widać też jej znajomość Chin – zwyczajów, tradycji, sytuacji społecznej. Widać w końcu wielką wrażliwość na drugiego człowieka. I umiejętność nawiązywania kontaktu. Ale to wszystko jeszcze nie powód, żeby wydawać książkę.

“Niebo w kolorze indygo” można traktować, jako pozycję, dla tych którzy w Chinach chcą zobaczyć coś poza wielkimi miastami i potrzebują dobrego przewodnika po polsku. Albo  dla tych, którzy piszą na temat chińskich mniejszości narodowych pracę i potrzebują wiedzy, gdzie szukać materiałów. Albo w końcu dla tych, którzy Chinami się po prostu interesują. Jest to na pewno pozycja rzetelna i ciekawa ze względu na zawartość (ale nie ze względu na sposób jej podania).

Ostatnia uwaga nie dotyczy autorki, podejrzewam, że nie miała na to wpływu. Całkiem dobre zdjęcia dużo tracą przez jakość papieru. Cienkie to, sztywne, nieprzyjemne w dotyku, do tego śliskie – odbijające światło przez co gorzej ogląda się zdjęcia i trudniej się czyta. Jakieś takie niedbałe. Wiem, że to marzenie ściętej głowy w dzisiejszych czasach, ale marzą mi się piękne książki. Szczególnie te podróżnicze, które przecież pokazują różne kolory świata.