To nie jest książka podróżnicza. To bardzo rzetelnie i dobrze napisany reportaż o tym, co wydarzyło się w Japonii 11 marca 2011 roku. A także o tym, jakie są tego konsekwencje.

Piotr Bernardyn, który w Japonii mieszkał ponad dziesięć lat, był tego dnia w Tokio. Dzieli się swoimi wspomnieniami. Ale, co najważniejsze dzieli się swoimi obserwacjami. Tłumaczy, objaśnia, odziera Japonię ze stereotypów. Nie mitologizuje opanowania Japończyków, nie wydziwia na ich brak emocji. Nie idzie na łatwiznę, tak jak wielu dziennikarzy, którzy ze spokoju Japończyków zrobili główny news. Drąży, docieka, szuka przyczyn. Pisze ze współczuciem o ludziach, którzy doświadczyli tragedii. O złości, o bólu i o strachu.

Autor opowiada o potrójnej katastrofie pokazując szerszą perspektywę. Kiedy pisze o tsunami wspomina o kamieniach, które stoją wzdłuż północnego wybrzeża Japonii. Najstarsze pochodzą sprzed 5o0 lat. Wyryto na nich słowa ostrzeżenia – “ten kamień jest dowodem na niszczącą falę morską”. Najnowsze postawiono w 2011 roku. Bernardyn pokazuje jakie decyzje o zabezpieczeniach podejmowały społeczności różnych wiosek i jakie są tego konsekwencje. Ale pokazuje też, jak wybiórczo działa ludzka pamięć. Jak łatwo uwierzyć we własną nieśmiertelność – “nam się przecież nic nie stanie”. Tak samo szeroko autor opisuje elektrownię Fukushima Daiichi. Choć właściwie opisuje firmę TEPCO i scenę polityczną Japonii. Dużo tu o korupcji, o formie, o braku zaufania. I o zmianach, które Japonię czekają. Na koniec pojawiają się historie ludzi, którzy już dawno temu wypowiedzieli wojnę elektrowniom atomowym.

Ta niewielka objętościowo książka pozwala choć odrobinę zrozumieć, co stało się 3 marca 2011. Jak to jest możliwe, że w tak rozwiniętym technicznie kraju w ogóle doszło do nuklearnej katastrofy? Jak to możliwe, że z jej skutkami tak długo nie można sobie poradzić? I jak to możliwe, że w demokratycznym państwie panuje taka dezinformacja?

Jedyne czego mi brakuje to więcej rozmów z ludźmi. Autor odwiedzał Tohoku – region dotknięty tsunami – spotykał ludzi, którzy trzy lata po trzęsieniu ziemi ciągle mieszkają w miejscach ewakuacji w tymczasowych domach. Ale książka jest bardziej opisowa. Pokazuje mechanizmy i wydarzenia. Niewiele w niej wypowiedzi Japończyków (poza kilkoma cytatami z gazet). Chciałabym usłyszeć ich głos.

“Słońce jeszcze nie wzeszło” to idealne kompendium wiedzy o przyczynach i skutkach katastrofy z 3 marca 2011. Jeśli wybieracie się do tego kraju to lektura obowiązkowa. Nie dowiecie się z niej, co warto w Japonii zobaczyć, ale zrozumiecie, z jakimi problemami żyją Japończycy.

 

wyd. Bezdroża