Dziennikarze Trójki – Tomek Gorazdowski i Michał Gąsiorowski – jadą dookoła świata na motorach. Smaczku wyprawie dodaje to, że żaden z nich wcześniej z motorem nie miał nic wspólnego. Na każdym kroku pokazują więc, że dla chcącego nic trudnego (szczególnie jeśli pracuje w radio i może załatwić sponsoring od Yamahy, z odwiedzanych miejsc nadawać program i korzystać z przyznanej mu dziennikarskiej diety). Na początku zakładali, że jeśli uda im się wyjechać z Europy to już będzie sukces. Redakcja nie wierzyła, że dojadą do Iranu. Ale rzeczywiście udało im się objechać świat. I to w trzy miesiące.

Podczas okrążania świata dwa razy dziennie łączyli się z radiem i nadawali audycję  o zepsutym motorze w Turcji, o wypadku w Iranie, o tajskim pad thai, o toaletach w Singapurze, o ulicznym grajku z Nowego Orleanu. Po powrocie Tomek Gorazdowski napisał o tym wszystkim książkę.

Zapowiada się świetnie. Ale niestety książka mnie rozczarowała. Może głównie dlatego, że oczekiwałam książki podróżniczej, a nie dziennika motocyklowego (choć w sumie tytuł nie sugeruje nic innego).

Nie słuchałam audycji, więc na ich temat nie mogę się wypowiadać. Ale dla mnie książka jest po prostu nudna. Składa się głównie z problemów z motocyklem i kilometrów gorącej drogi. A mnie interesuje, jak w danym miejscu żyją ludzie, jakie mają problemy, co dokładnie jedzą, jak im się żyje – chcę to poczuć, chcę tego dotknąć. Mniej ciekawi mnie, jak autor tam dojechał i, że bardzo się przy tym zmęczył.  Szczególnie, że odpadająca nóżka i rozwalający się silnik może zdarzyć się wszędzie – nie ważne na jakiej szerokości geograficznej jesteśmy. A tu ciągle opisy kolejnych kilometrów drogi w słońcu, albo w deszczu. Ktoś, kto jest miłośnikiem motocykli i ktoś, kto ma inne niż ja oczekiwania książką może się cieszyć. Ale mi daleko było do radości, kiedy czytałam kolejne problemy z nadaniem na samolot motocykli: godziny spędzone w biurach, piętrząca się biurokracja. To może być ciekawe raz, ale pięć razy? Jeśli na chwilę udało się oderwać od motocykla to pojawiały się problemy ze znalezieniem hotelu, wybraniem knajpy i wieczne problemy ze znalezieniem zasięgu – potrzebnego do nadania audycji (choć zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko jest podróżować i pracować jednocześnie i, że takie szukanie tematu i zasięgu czasem naprawdę potrafi odebrać przyjemność z podróżowania).

To wszystko byłoby w nawet w porządku (choć naczelna zasada pisania mówi: nie pisz o wszystkim i nie zaczynaj od tego, jak wysiedliście z samolotu), gdyby nie to, że innej treści jest tam niewiele. Oczywiście odwiedzane kraje są opisywane (w dużej mierze poprzez problemy z przekraczaniem granicy i z nadaniem i odebraniem sprzętu) ale mało tu pogłębionego opisu, rzadko udaje się wyjść poza turystykę, wątki się urywają i koniec końców wiem, że czytam rozdział o Iranie, ale jedyne co pamiętam to wypadek drogowy. Rzecz tym bardziej denerwująca, że w tekście pojawiają się sie Polacy, którzy mieszkają w danych miejscach od lat (Iran, Tajlandia, Malezja) i obiecują pokazać autorowi ukryte skarby. Autor pisze o tym, że A. chce mu pokazać B. Pisze, że idzie zobaczyć B. Ale samego B. już nie opisuje. I ja nadal nie wiem, jak to B. wygląda. A mnie interesuje pokazanie nam czegoś, czego siedząc przed biurkiem nie możemy zobaczyć, a nie tylko opisanie jak komuś udało się tam dotrzeć.

Przyznaję, że czyta się to dobrze. Całość ma w sobie coś z gawędy (co nie dziwi skoro autor jest dziennikarzem radiowym). Płynie swobodnie, opisuje każdy dzień z detalami, wplata ciekawostki – często zaskakujące, jest szczery pokazując siebie w trudnych sytuacjach: w zdenerwowaniu, w smutku, w zagubieniu. Z czasem książka się rozkręca. Ma kilka perełek (toalety w Singapurze), kilka świetnych porównań i celnych uwag (o Bombaju). Ale to właśnie powinna być esencja książki a nie jej wątki poboczne.

W sumie można by tą książkę streścić jako: poprawny i bardzo szczegółowy opis każdego kilometra wyprawy; bardziej o tym, co się autorowi i jego motocyklowi przydarzało, niż o tym, co widział, przeżył i przetrawił. Choć jest sprawnie napisana, dla mnie brakuje głębszej refleksji. Albo chociaż dokładniejszego opisu otaczającego świata. Za to za dużo w niej nieistotnych detali.

Jedna uwaga techniczna: linki umieszczone w środku zdania wyrywają mnie z toku opowieści. Łatwiej byłoby gdyby zostały zebrane na końcu książki.

Jedna uwaga co do doboru treści: autor w dymkach umieścił maile od słuchaczy – głównie z dobrymi radami i podziwem dla odwagi dwóch motocyklistów. Rzeczywiście byli odważani wybierając się na tą wyprawę, ale czy muszą dowartościowywać się tak wprost?

Jedna uwaga ogólna: Abstrahując od tematyki książki, moich oczekiwań i moich rozczarowań, jedna rzecz przeszkadzała mi od samego początku i nie ma to związku ze sposobem napisania książki, ale bardziej z filozofią podróżowania. Dla mnie wartością jest poznanie miejsca a nie przejechanie świata dookoła. Dziś praktycznie każdy – kto ma odpowiednie fundusze – może to zrobić nawet w miesiąc kupując bilet Round-the-World. I co z tego? Na kim dzisiaj jeszcze robi wrażenie to, że ktoś okrążył ziemię w miesiąc pięć razy lecąc samolotem? Czy to jest wielka wyprawa? Przecież to turystyka taka sama, jak pojechanie na tydzień do Egiptu, tylko trwa cztery razy dłużej.

Dodanie motocykli utrudnia zadanie, jest postawionym sobie wyzwaniem – zmaganiem się ze słabościami, udowadnianiem sobie, że się potrafi; pokazywaniem innym, że można. Jest trudne, męczące, bolesne. Nie każdy ma odwagę, żeby w taki sposób podróżować. Ale dla mnie – szczególnie jeśli trwa trzy miesiące – nie jest poznawaniem, oswajaniem świata. Jest tylko przez ten świat przemykaniem. Z resztą autor sam pisze, że tu gdzieś obok jest ładna starówka, ale już nie zdążą jej zobaczyć. A 100 kilometrów w bok jest najpiękniejszy park narodowy w Stanach, ale muszą jechać do przodu. Ja bym wolała nie okrążyć świata ale zobaczyć tę starówkę, pobyć w tym parku. Włóczyć się dając miejsce na niespodziewane zdarzenia – nie dookoła świata, ale po jednym, dwóch krajach.

I nie jest to krytyka wobec autora, tylko po prostu odmienne spojrzenie na bycie w podróży.