Jaszczurka à la Kavek

Różne rzeczy w życiu jadłam (łącznie z ostrygą prosto z morza w Szkocji, sałatką z ubitych w moździerzu prażonych karaluchów w Laosie  i jeszcze ruszającą się małżą w Japonii), ale nigdy nie sądziłam, że dane mi będzie spróbować jaszczurki.

Nawet kiedy Wat i jego kuzyn, z mniejszości Kavek żyjącej w chatkach rozsypanych po dżungli w Ratanakiri na północy Kambodży, opiekali jaszczurkę nad ogniem nie byłam pewna a) czy zostanę poczęstowana, b) czy jeśli zostanę poczęstowana to jej spróbuję.

Byłam na trzydniowym treku przez dżunglę, pierwszą noc spędzałam właśnie w chatce Wata z tłumem jego kuzynów, którzy przyszli opić zabicie niedźwiedzia winem ryżowym. Drugą planowałam spędzić w dżungli nad rzeką. Do Khmerskiego przewodnika, który służył mi za tłumacza i objaśniacza kultury (i który dźwigał worek z ryżem i zupkami w proszku – widocznie doświadczenie mówi mu, że tym się żywią turyści) dołączyła dwójka przewodników z mniejszości Kavek. Syn Wata i jego przyjaciel. Wat nie mógł z nami iść bo szedł ścinać drzewa. Ale przecież jego syn jest dorosły, ma maczetę, pije wino, pali tanie papierosy. Będzie miał już ze trzynaście lat. On nigdy nie był w Banlung – stolicy prowincji (to przecież z polany, na której stoi dom Wata pięć godzin drogi motorem plus dwie godziny drogi przez dżunglę), ale jego przyjaciel był i to nawet dwa razy. A lat ma tylko dwanaście. Na razie chłopaki zabrali mnie przed śniadaniem na obserwację ibisów – ogromnych ptaszysk gnieżdżących się na czubkach drzew. Poszłam w japonkach bo powiedzieli, że to niedaleko i drogą, i przeklinałam każdy kolec i każdą błotnistą kałużę nie do ominięcia.

Wróciliśmy po godzinie, z dwiema wiewiórkami upolowanymi przez chłopaków z procy. W garnko-patelni smażyła się pokrojona w kostki jaszczurka. Razem z czosnkiem, który w Azji ma lekko słodki smak, i z drobno posiekaną dziką cytronelą. Dzieciaki dostały po misce ryżu i pachnącym daniu. A ja słoną zupkę z proszku. Łakomie patrzyłam na to, co je syn Wata a on z kolei wpatrywał się w moją parującą zupę. Wymieniliśmy się.

Jaszczurka smakowała, jak kurczak. Czego można się było spodziewać.

 

Przepis jest prosty.

Jaszczurka à la Kavek

Złapać sporej wielkości jaszczurkę (ale nie taką, na którą Kavek mają nałożone tabu, tylko taką szarą w brązowe plamki).

Zabić.

Opiec nad ogniem – ułatwi to zeskrobanie łusek.

Zeskrobać łuski.

Mięso posiekać w kostki.

Usmażyć na patelni z uprażonym na złoto czosnkiem i aromatyczną cytronelą.

Podawać na ryżu.

(od biedy cytronelę można zastąpić trawą cytrynową. A jaszczurkę kurczakiem).

 

A więcej o treku przez dżunglę i o tym dlaczego dżungla znika przeczytacie w najnowszym (lutowych) Podróżach.

 

Ps. Niedźwiedź też był smaczny.

Skomentuj