Co ma prosiak do makowca

Długie rodzinne dyskusje na temat tego czy podajemy grzybową czy barszcz zawsze kończyły się gotowaniem dwóch garnków zupy. Jedna część rodziny musi na Wigilię zjeść kutię z rodzynkami, druga nie uznaje świąt bez piernika. Zgadzamy się w kilku kwestiach takich, jak pierogi z kapustą i grzybami i śledź w śmietanie. No i nikt tak naprawdę nie lubi karpia, dlatego co roku jest go coraz mniej, ale i tak – żeby tradycji stało się za dość – podajemy go jako główne danie.

Kiedy chodzi o święta to już nawet nie „co kraj to obyczaj”, tylko „co rodzina to obyczaj”. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, co znamy z dzieciństwa. I trudno nam sobie wyobrazić, że gdzieś indziej ktoś nie może się doczekać przedświątecznego rzeźbienia w rzodkiewkach (Oaxaca w Meksyku, rzeźbi się nawet żłobki), ktoś tęskni za smakiem krewetek z grilla zagryzanych świątecznym podpłomykiem (Australia, podpłomyk bardziej przypomina mieszankę chałki i drożdżowej baby), ktoś kupuje całe kosze ostryg (Francja), a komuś święta kojarzą się z zapachem ciasta orzechowo-dyniowego (Albania) albo brukselki (Wielka Brytania).

O bożonarodzeniowym jedzeniu piszę w grudniowym numerze Travelera.

Skomentuj