Z życia gwiazd

Siedzę ramię w ramię z młodą Chinką. Naprzeciwko mnie posadzono chłopaka z Francji. Przy tym samym stoliku zmieściło się jeszcze małżeństwo z Hongkongu. W rękach trzymamy ołówki i zadrukowane zielone karteczki. Przy nazwie potrawy wpisujemy liczbę – tyle chcemy zjeść bułeczek wypełnionych duszoną wieprzowiną, a tyle pierożków z krewetkami. Kelnerka szybkim gestem nalewa nam herbatę z czerwonego termosu do plastikowych kubków. Niecierpliwi się. Tu nie ma czasu na gdybanie, w kolejce czeka się ponad godzinę – trzeba zjeść szybko i ustąpić miejsca innym. Ale ja domawiam coraz to nowe potrawy – kurze nóżki w sosie sojowym, galaretkę z fiołkami, cienkie naleśniki z ryżowego ciasta z wołowiną.  Z zaplecza słychać pokrzykiwania właściciela, kuchnię pełną pary buchającej z garów mija się w drodze do ubikacji (popękane kafelki, wejście zastawione kubłem z mopem). Przy okazji można podejrzeć, jak robi się jedzenie godne jednej gwiazdki Michelin. Tim Ho Wan w Hongkongu to najtańsza na świecie restauracja wyróżniona tym odznaczeniem (obiad można zjeść za mniej więcej pięćdziesiąt złotych). Stoły zalane zieloną herbatą i wymagająca porządnego czyszczenia łazienka raczej nie kojarzą się z restauracjami z najpopularniejszego przewodnika jedzeniowego na świecie. Ale inspektorzy Michelina szukają najlepszych smaków, a nie najlepszych lokalizacji. Trzy gwiazdki przyznali Sushi Saito w Tokio, do którego jeszcze do niedawna wchodziło się przez parking pomiędzy samochodami. Gwiazdkę ma angielski pub Pony and Trap, gdzie piwo leje się z kija, a obiad je przy kominku. Gwiazdki to luksus smaku a nie luksus wystroju. Choć zazwyczaj idą one w parze. Większość gwiazdkowych restauracji oprócz najwyższej jakości jedzenia stawia na najwyższej jakości obsługę i wystrój. To świat wykrochmalonych obrusów, muszek i długich list wina. Drogi świat. Moi znajomi co roku z okazji rocznicy ślubu wolą zjeść kolację w takiej restauracji niż kupić nowy telewizor. Jeden wieczór może kosztować ich ponad trzy tysiące złotych.

 

Felieton o kulinarnych gwiazdkach ukazał się w listopadowym Travelerze.

Skomentuj